21 listopada 2018

Jestem tatą i mam czas dla siebie, a Ty?

Opublikowano przez Tata z Poznania - 5 komentarzy.

News Image

Jestem tatą i mam czas dla siebie, a Ty?

Na pewnym poczytnym blogu dla mam, jest akcja „Mam czas dla siebie”. W sumie do artykułu „Mam czas dla siebie, bo moje dzieci mają tatę!” Obiecałem się odnieść. I wiecie co? Poległem. Nie dałem rady. Dlaczego? Ponieważ wszystkie działania, wydarzenia. Moje i nie tylko moje. Dwa lata pracy, tworzenie Taty z Poznania. To wszystko, jakby kompletnie nic nie znaczyło.

„Mam czas dla siebie, bo moje dzieci mają tatę!”

Cały czas mi to huczy w głowie. „(…)moje dzieci mają tatę!” Zapytałem żonę:

„Magda, możesz mi pomóc, bo nie wiem jak mam się odnieść do tego wpisu.”

Żyję w innym świecie? Polska A i Polska B. Fuj! Brzydzę się polityką, ale przekładając to na życie, to mamy Ojcostwo A i Ojcostwo B? Ojciec A, to taki, który jest tatą zaangażowanym w życie swojego dziecka, a Ojciec B, to tzw. dawca nasienia? Ojciec, któremu wystarczy, że jest? Na moje pytanie, Magda odpowiedziała:

„Może po prostu napisz, że mamy rok 2018, a nie 1978?”

Po czym dodała:

„Przecież wszystko co robisz i o czym piszesz, to odniesienie do tego jednego wpisu.”

Czyli jednak przegrałem. Ale nie przegrałem sam. Ty też drogi Ojcze poniosłeś porażkę.

Wiesz dlaczego przegraliśmy? Ponieważ psycholog z blogerem rozmawiają na temat Ojcowskiego zaangażowania. A głównie o stereotypowym jego braku. W związku z tym, wychodzi na to, że My. Pozwolę sobie o Nas mówić, per My. Ojcowie zaangażowani nic nie znaczymy. Jest kult matki i tyle. Matka pierze, gotuje, sprząta. Matka wychowuje, odrabia lekcje i robi obiad oraz zakupy. A my? My wracamy z roboty, zakładamy kapcioszki, siadamy przed telewizorem i wołamy:

„Haaaaalyyyynaaaaaa! Na obiad pomidorowa z rosołu z wczoraj?!”

Halyna ma przecież prawo być też zmęczona, zgodzisz się? No przecież Halyna ciężko zawodowo pracuje, dzieci wychowuje i jeszcze obiad ugotuje. Kobieta ideał. Coś na wzór Naszych mam czy babć. Z tą różnicą, że Halyna ma PRAWO mieć czas dla siebie.

Jestem tatą i mam czas dla siebie.

No a nie mam? Wróciłem z roboty. Zmęczony. Mam prawo do pomidorowej i zimnego browara. Mam prawo obejrzeć mecz. Przede wszystkim mam prawo, abyś Halyna bachory ogarnęła, ponieważ w spokoju chcę go obejrzeć. Zgodzicie się? Mam nadzieję, że NIE. I tutaj zakończę ten temat i przejdę do tego, co chciałem napisać od dłuższego czasu. Chciałem podziękować swojej żonie.

Dziękuję Kochanie.

Że nie zrobiłaś ze mnie niepełnosprawnego Taty. Ojca, który nie potrafi zając się swoim dzieckiem. Dziękuje, że jak nasz syn miał 3 miesiące poszłaś do fryzjera i pozwoliłaś mi, abym kompletnie sobie nie poradził. Nie pamiętasz? Przypomnę Ci. Pojechałaś do fryzjera. Ja podniecony jak małolat przed pierwszą randką, że mamy pierwszy męski wieczór postanowiłem zakupić nawet nową butelkę dla dziecka. Super turbo butla. Miała sprawić, że na sam jej widok kolki same znikną. I pamiętasz co się stało?

Dziecko było głodne i płakało.

Ja zrobiłem mu mleko. Ok. Nie, nie zrobiłem mleka. Zagotowałem je. Byłem tak zestresowany, że mój mózg nie przetwarzał w ogóle danych. Zamiast chłodzić mleko pod wodą, to wystawiłem je za okno. Nikoś płakał coraz bardziej. W końcu zaczął się trząść i… myślałem, że mu zimno. Przykryłem go dwoma kocami. Myślicie, że to koniec historii? To dopiero początek. Zabrałem mleko zza okna, zrobiłem to tylko dlatego, że w końcu zadzwoniłem do Magdy i usłyszałem:

„Daj butelkę pod zimną wodę.”

Ok. Mleko do picia. Daje dziecku, a tam? Nie leci! No nie leci! Tragedia. Otwieram szafkę. Szukam starej butli. Jest! Znalazłem! Przelałem. Dziecko napojone. Zasnęło. Zasnęło, bo było najedzone czy ze stresu, to już nie wiem. Aaa… wiecie dlaczego nie leciało? Butelka miała blokadę. Takie kółeczko od spodu, aby podczas mieszania nie leciało. Tragedia, co? Nie poradziłem sobie.
Chcecie wiedzieć jak zachowała się Magdalena? Nie, nie opieprzyła mnie. Nie powiedziała:

„Ty sobie z dzieckiem nie radzisz!”

Przeszła do porządku dziennego. Po jakimś czasie powiedziała:

„Kto ma sobie poradzić, jak nie Ty?”

Magda szybko wróciła do pracy

Dlaczego? Bo ufała mi, że sobie poradzę. Bo kto jak nie ja? W końcu jestem tatą. Dzięki niej, i temu najważniejszemu osobnikowi  czyli Nikosiowi, powstał Tata z Poznania. Ale nie o tym miało być. Moje dziecko ma mamę i tatę, osoby równorzędne w Jego pojmowaniu świata.  Co za tym idzie, ja też „mogę mieć czas dla siebie”, iść w sobotę na rower i przejechać sobie 100 km po wybrzeżu. A moja żona wyjść wieczorem z koleżanką do kina, na to czego ze mną nie obejrzy.

No mam prawo czy nie?

Ja wychodzę z założenia, że nie muszę mieć prawa. Wychowujemy dziecko jako partnerzy. Jestem tatą i nie kocham syna mniej, a moja żona, jako mama nie kocha go bardziej. Oboje kochamy go tak samo mocno. Jesteśmy rodzicami. Jesteśmy partnerami. Nie przychodzę do domu i nie awanturuję się, że obiad nie stoi na stole. To nie rok 1978. Nie trzeba mi przypominać, że jestem tatą. Świadomość społeczna wzrasta. Jak rozmawiam z rodzicami, dziennikarzami, to sami przyznają, że Ojcostwo jest bardziej zaangażowane.

Nas, Ojców po prostu widać.

Jesteśmy. Mamy rok 2018. Spójrzcie na wydarzenia dla dzieci. Zobaczcie ilu bierze w nich udział tatusiów. Ilu przychodzi samych. Ilu idzie z dzieckiem do toalety (radzą sobie). Dużo? Widać, że cały czas za mało. Dopóki matki piszą, że mają prawo „mieć czas dla siebie”, dopóty My Ojcowie mamy obowiązek to zmienić. Musimy dalej uświadamiać innych, że Ojcostwo jest po prostu ZAJEBISTE.
Warto być Ojcem. Kończę. I wiesz co? Przytul swoje dzieci. Żonę. Kochankę. Bliskości nigdy za mało.

 

5 komentarzy

  1. Krzysztof pisze:

    Poważnie chłodziłeś mleko za oknem? 🙂

    1. Tata z Poznania pisze:

      Tak Krzyśku. Jakkolwiek, niewiarygodnie to nie brzmi: „chłodziłem mleko za oknem.” Z perspektywy czasu niesamowicie mnie to bawi. 😉

  2. Aleksandra Jahns pisze:

    🙂 🙂 Takie prawdziwe. Tu naprawdę dużo zależy od nas kobiet. Ale z tym mlekiem za oknem…. Mistrzostwo Marcin. Jakby takie czasy studenckie:)

  3. Ilona pisze:

    Cześć! Troszkę się zagotowales i nie zrozumiałeś Mum’s Life. Ojców zaangażowanych jest więcej, niż kilkanaście lat temu ale nadal za mało – większość to właśnie nadal ci, którzy uważają, że skoro chodzą do pracy to nic więcej nie muszą. I tego dotyczy kampania Mum’s Life – żeby tych właśnie mężczyzn „uojcować”, żeby wreszcie otworzyli oczy ruszyli dupe i wzięli dzieciaka na spacer. A nie, że matka nie może nigdzie się ruszyć, bo „Halyyyna, on płacze, weźże coś zrób”, „Halyyyna, on się zesral, weźże zmień mu pieluche”, itp. Żyjemy w takim a nie innym społeczeństwie i jeszcze wiele lat upłynie, zanim „zaangażowanych” ojców będzie tyle samo, co zaangażowanych matek. Z Twojego tekstu wnoszę, że poczules się dotkniety ale takich ojców, jak Ty, jest nadal zbyt mało. Pozdrawiam!

  4. Iwona pisze:

    Ogólnie fajny ten patent z tym mlekiem za oknem, ale nie bój się jestem kobietą i też go przetestowałam 😛 no co my kobiety też możemy 😀
    Jasne, że i mama i tata mają czas dla siebie. U nas jest w domu tak samo, z tym że ja w sumie w domu pracuje. Ale jak jest tata to zabiera synka i mówi daj mamie popracować. Z kolei jak ja widzę, że tata ledwo zipie to zabieram synka na głupoty, aby on mógł odpocząć.
    Co do wyjść: każdy ma do nich prawo i Halyna i Janusz 😀
    Ojcowsto jest mega fajną sprawą i mój mężczyzna też zawsze gada, że nie da rady, ale jak go utwierdzę w przekonaniu, że da radę (chociaż myśli czasem inne :P) to zabiera się za zadanie jak Batman na misji ratunkowej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*