21 października 2018

Majsterkowanie

Opublikowano przez Tata z Poznania - 2 komentarze.

News Image

Weekend. W końcu znalazłem w sobie siłę.

Po dłuższym czasie oczekiwania przez moją żonę w końcu postanowiłem zrobić w domu drobne naprawy. W momencie, w którym sięgam po narzędzia, od razu biegnie do mnie Nikoś i woła: „Tato! Pomogę Ci!” Pewnie zdajecie sobie sprawę ile trzeba mieć cierpliwości, aby trzylatek mógł Wam pomóc? Wychodzę jednak z założenia, że jak kiedyś poprosiłem Nikosia, aby mi w czymś pomógł i bardzo mu się to podobało, to i tym razem nie będę mu tej radości zabierał. Zresztą, kto ma go nauczyć jak przykręcić śrubkę, czy przybić gwóźdź, jak nie tata?

W dzieciństwie nie paliłem się do prac technicznych.

W sumie do dnia dzisiejszego nie jestem szczególnie techniczny jeśli chodzi o zabawę narzędziami. Tak więc podjąłem decyzję, że będę poświęcał więcej uwagi w tym temacie mojemu synowi. Wracamy do pracy. Nikoś spogląda na śrubokręty, przegląda i zadaje mnóstwo pytań. A który pasuje do czego, a dlaczego wybraliśmy ten, a nie inny itd. Zaczyna się całkiem niewinnie. W końcu mamy „współpracować”. Jak mama woła Nikosia, to ten z wielką radością odpowiada: „Nie mogę, pomagam tacie!” Piękna chwila.

Taka chwila jednak nie trwa wiecznie.

Śrubka w szafce była mocno poluzowana i w momencie jak ją zakręcam u góry, to Nikoś odkręca na dole. Jak on to zrobił?! Nie wiem. Jeszcze jest śmiesznie. Wiecie jak to jest. Zaczynacie naprawiać. Pozycja niewygodna, coś nie wychodzi, śrubka się przekręca, ciśnienie idzie w górę, a pomocnik zalewa Was mnóstwem pytań. Strzela nimi do mnie, jakby trzymał brytyjski lekki ręczny karabin maszynowy marki Lewis.

Robi się gorąco, ale Ty jako Ojciec powinieneś zagryźć zęby i przyjąć każdy strzał. Dasz radę?

Ja nie dałem. W pewnym momencie poprosiłem, aby jednak poszedł pomóc mamie. Wiedziałem, że zbliża się koniec mojej cierpliwości. Składa się na nią oczywiście wiele czynników, w tym przemęczenie materiału. Jak w poprzednim wpisie Uczestniczyć w życiu swojego dziecka  dochodzimy do momentu emocji.

Emocje. Jak sobie z nimi radzić, jak człowiek jest bliski eksplozji niczym wulkan Pinatubo na Filipinach w 1991 roku. 

Tu należy postawić pytanie. Jeśli my nie będziemy wyrażać emocji, to jak dziecko ma się nauczyć o nich mówić? Nie ukrywam zdenerwowania przed dzieckiem. On oczywiście do końca tego nie rozumie. Odbiegnę od sytuacji przykręcania drzwiczek. Jedziemy do przedszkola. Ostatni dzień kampanii. Magdy nie ma (nie licząc weekendu), od dwóch tygodni.

Jestem zmęczony. Muszę ogarnąć dziecko, dom, pracę, projekty, artykuły, które zobowiązałem się napisać i… kampanie.

Nikoś wstał 40 min przed budzikiem. Mimo, że się ze wszystkim wyrabiamy… jestem zmęczony. Przemęczony. Nikoś z Lewisem w ręku strzela do mnie pytaniami jak myśliwy do kaczek. Co robię? Informuję trzylatka o swoich emocjach. Rozmawiamy. Tłumacze mu dlaczego nie jestem w humorze. Co jest przyczyną mojego niewyspania, frustracji. Zaczyna rozumieć. Dojeżdżamy do przedszkola we względnej ciszy. Ja mam czas, aby pomyśleć, a Nikoś bawi się autami. Wiecie dlaczego mi się udało? Ponieważ dużo rozmawiamy, odkąd pamiętam (ale o tym w osobnym wpisie).

Szafki udało się przykręcić. 

Magda zadowolona. Nikoś jeszcze bardziej, a ja mam punkt zaczepienia do dzisiejszego wpisu. Oczywiście jak już dajecie dziecku do ręki swoje narzędzia, to liczcie się z tym, że powie: „Tato, posprzątam Ci”. Z naciskiem na posprzątam. Zabrakło tylko … „po swojemu.”

 

 

2 komentarzy

  1. Iwona pisze:

    Moj syn też lubi z tatą dłubać. Jednak lepsza taka czasem chaotyczna pomoc tacie, niż to że ostatnio chciał testować mamy szminkę 😛 Panowie muszą uczyć synów męskich prac 😉

    1. admin pisze:

      No wiesz, może chciał namalować sobie rumieńce? Możliwe też, że oglądał cyrk i chciał choć na chwilę mieć nos jak prawdziwy klaun? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*