31 października 2018

Małżeńska bliskość

Opublikowano przez Tata z Poznania - 2 komentarze.

News Image

Małżeńska bliskość – jak to z nią jest?

Często słyszę, że w związkach zanika bliskość, namiętność i uczucie, a w jej miejsce wstępuje rutyna. Nie chce nam się walczyć o związek. Nie jesteśmy tego nauczeni? Może współczesny świat pozwala nam iść na „łatwiznę”? Przecież łatwiej zmienić na nowy „model” niż inwestować w „stary”, prawda? Znów pojawi się „ten ogień”, „ta namiętność”, „to pożądanie”.  Nie układa nam się w związku i po jakimś czasie czy chcemy, czy nie chcemy – zaczynamy dostrzegać zainteresowanie ze strony innych, i nagle… trach. Poznajemy kobietę/mężczyznę, którzy nagle zaczynają dawać nam „to”, czego tak bardzo nam brakuje. Co robimy? Najczęściej zabieramy swoje zabawki i zmieniamy piaskownice.

Co jeśli mamy dzieci?

Trwamy w takich związkach ze względu na nie? Zadajemy sobie pytanie każdego dnia, jak długo jeszcze jesteśmy w stanie wytrwać? Czy podejmujemy się naprawy tego co się zepsuło? Często bywamy już w takich momentach, kiedy nie chcemy nawet myśleć o szansie jakiej oczekuje druga strona. Przecież partner nie okazywał nam uczucia od miesięcy. Wszystko dla niej/jego robiłem/am. A on/a, pozostawał/a taki/a obojętny/a. Jak to jest. Jesteśmy wtedy jak obrażone dzieci? Hm… Podobno jak człowiek się zakocha, to nie jest wstanie nad tym zapanować. Co jeśli właśnie jedno z partnerów się zakochało w kimś innym?

Co z planami? Rodziną? Dzieckiem?

Rzucacie to wszystko dla tej chwili namiętności? Jaką macie pewność, że to, co dziś Was pociąga, za jakiś czas będzie pociągało tak samo? Przecież w końcu dopadnie Was proza życia. Macie gwarancje, że znów nie zabierzecie zabawek i nie zmienicie piaskownicy? Nie. Jeśli teraz jedno z Was postanawia odejść, ponieważ jest znużone związkiem, to za jakiś czas może zrobić to samo. Nie ma gwarancji lepszego jutra, jeśli sami o to jutro nie będziemy walczyć.

Walczycie o siebie? Dokładacie do paleniska każdego dnia?

Nic prostszego prawda? Przecież w każdym związku można utrzymać miłość, namiętność i pożądanie na tym samym poziomie. Wystarczy tylko… aby obojgu z Was się chciało. Mam nadzieję, że u 90% czytelników tak jest. Oboje walczycie o Wasze związki. Nawet nie musicie walczyć. Wystarczy, że każdego dnia dokładacie trochę „drewna do kominka”. Część się zastanawia pewnie, co za bzdury piszę? Przecież, to oczywiste oczywistości. Jednak nie dla wszystkich. Jakby tak było, czyż nie byłoby rozwodów? A pary byłyby ze sobą od czasu poznania.

Ogień gaśnie.

Jeśli czytacie ten tekst i Twoja mina jest delikatnie posępna, tzn. że coś zaczyna się źle dziać, ale jeszcze nie na tyle, aby nie dało się tego naprawić. Wiecie dlaczego tak się dzieje? Wiele osób mówi i piszę, że dużo zmienia dziecko. Padają słowa typu:

„Bo jej się nie chcę”, „Ciągle jest zmęczona”, „On mnie nie docenia”, „Mu się nie chce nawet chcieć”, etc.

Moje pytanie brzmi:

„Co Ty zrobiłeś, aby jej się chciało?”

Mamy XXI wiek

Większość kobiet nadal zasuwa z dzieckiem pod jedną pachą, z zakupami pod drugą do domu, aby ugotować „staremu” obiad? Poważnie. Ile z Was tak jeszcze robi? Najlepsze jest to, że na obiedzie się nie kończy. Jest jeszcze pranie, sprzątanie, prasowanie i… dziecko. Oczywiście, że słyszę również:

„Ja lepiej zarabiam, więcej muszę pracować, a ona się tylko dzieckiem zajmuje”.

Tylko czy aż? Zajmuje się Waszym dzieckiem. Również Twoim.

Jak doceniłeś jej pracę? Twoja jest doceniana wynagrodzeniem, a żony? Odpowiedzmy sobie na pytanie, kiedy kupiłeś żonie kwiaty? (Ja w sumie dawno.) Kiedy zabrałeś ją na kolację? Zorganizowałeś jakieś wyjście? Poszliście na randkę?

Nie masz co z dziećmi zrobić?

Bzdura! Masz rodzinę, masz bliskich znajomych. Dziecko można przygotować na pozostanie z nimi, a jeśli jest za małe, to… można zaaranżować coś w domu. Ja regularnie zabieram żonę na randkę. Idziemy na kolację, na wino, do kina, etc. Staram się zorganizować czas tak, abyśmy mogli go spędzić tylko we dwoje. Tak, aby w palenisku zawsze płonął ogień. (Nie mylić z konarem, z reklamy). I to działa. Wiem, że jeśli ja się staram, to i ona da coś od siebie.

Parafrazując klasyka:

„Do udanego związku trzeba dwojga”

Wróćmy jednak do mam.

To o nie rozbiega się cały problem. Faceci uważają, że one nie poświęcają im uwagi, a kobiety czują się niedocenione. Mhm. Czujecie to? Czy cały czas zastanawiacie się nad tym kiedy kupiliście żonie kwiaty? I czy nie był to dzień kobiet bądź urodziny? Słabo to wygląda, prawda? Rozmawiacie? Tylko o dzieciach i wydarzeniach z pracy? Czy macie jakieś wspólne zainteresowania? Oglądacie film razem przytuleni, czy razem ale osobno, czyli każde po swojej stronie łóżka/kanapy/fotela? Takie małe gesty tworzą ten ostateczny sukces. Bądź jego porażkę.

Jeśli już zgasł płomień?

Bywają i takie sytuacje, że doszliście w związku do takiego momentu, że nie chce Wam się ze sobą gadać, a co dopiero iść na randkę. Ja to nazywam momentem dziecięcego „focha”. Dlaczego? Ponieważ najczęściej jedna strona już jest tak sfrustrowana, że nie widzi sensu ciągnięcia związku dalej. Wychodzi z założenia, że tyle czasu się nic nie zmieniło, że już nic się nie zmieni. Wtedy prawdopodobnie jest już za późno. Jeśli dochodzą do tego uczucia do osób trzecich, to już w ogóle jest kaplica.
Jeśli człowiek się zakocha, dostaje od innych to czego sam nie otrzymywał od dłuższego czasu, to… jest jak saper. Idzie przez most i on za nim płonie. Oczywiście możemy próbować rozmawiać, dyskutować, przekonywać, uczęszczać do specjalistów.
Jednak jeśli wkracza „miłość” do osób trzecich, to z nią nie wygracie. Stracone.

Co robić i jak żyć?

Przede wszystkim zanim zaczniesz narzekać na swoją drugą połówkę, postaw się w jej sytuacji. Zastanów się, czy tworzycie związek partnerski czy jesteś tylko jej pomocnikiem w domu i rodzinie. Jeśli pomagasz żonie, to usiądź na ławce. Zamknij oczy i pomyśl jak Ty byś sobie w tej sytuacji (jakiej ona się znajduje), kompletnie nie poradził. No stary, jeśli pomagasz, to nie licz, na to, że ogarniesz dziecko, np. przez trzy tygodnie dzień w dzień. Zastanów się czy partnerka nie jest wypalona macierzyństwem.

Ile czasu przebywasz w pracy?

Ona jest wtedy prawdopodobnie sama. Z jednym? Dwójką? A może trójką dzieci? (Jeśli nie spotkaliście się z syndromem wypalenia rodzicielskiego, to napiszcie. Poruszę ten temat w planowanych wywiadach/rozmowach z psychologami, które pojawią się na blogu). Widzisz to jak zasuwa w domu? Nadal uważasz, że nie poświęca Ci uwagi? Widzisz tylko jej tłumaczenia, że boli ją głowa? Może teraz Ty wyjdziesz z inicjatywą? Zabierz gdzieś dzieciaki, pozwól jej odpocząć. Znaleźć chwilę dla siebie.

Pamiętaj!

Jeśli już dałeś jej tę chwilę dla siebie. Zabierasz gdzieś dzieciaki, to niech to nie będzie sobotni poranek, a żona niech nie odpoczywa w markecie pakując do wózka płatki śniadaniowe, papier i gazetę dla Ciebie.

A teraz idź przytul.

Przytul. Idź i przytul swoją drugą połówkę. Powiedz, jej coś miłego. Tak od serca. To nie boli. Działa.
Idziesz? Bo ja idę.

 

2 komentarzy

  1. Marika pisze:

    Bardzo Ci dziękuję za ten tekst. Dodałabym jeszcze, że warto ze sobą rozmawiać. Szczególnie o swoich oczekiwaniach, bolączkach, problemach. Duszenie w sobie tego co nas gryzie powoduje narastający mur nieporozumień. Małe codzienne gesty są bardzo ważne, ale szczera rozmowa wydaje się być fundamentem każdego związku. Dlatego rozmawiamy 🙂 I bardzo często ostatnio poruszamy z mężem temat, który Ty tak rewelacyjnie opisałeś 🙂

  2. Frantange pisze:

    Viagra From Canada Pharmacy On Sale Macrobid Cystitis On Line buy accutane v-drugstore cialis no prescription La Viagra Natural

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*